Dinghy Adventures

Dinghy Adventures Wyprawy na bardzo małych, ale dzielnych łódkach. Ostateczny profil zbierający i porządkujący wszystkie nasze Dinghy-rejsy, te przepłynięte i te w planach.

Pływamy nietypowo. Niebanalnie, czasem spektakularnie. Sklejkowo i samodzielnie, raczej tanio i głównie na łupinach orzechów.

INFORMACJA ROKU! Chłopcy z Dinghy Adventures  już nie chodzą w krótkich spodenkach! Jako, ekhm... Poważny Armator, mając...
07/05/2026

INFORMACJA ROKU! Chłopcy z Dinghy Adventures już nie chodzą w krótkich spodenkach!

Jako, ekhm... Poważny Armator, mając na względzie dzielenie się nabytą przez lata wiedzą, napisałem pro publico bono artykuł w magazynie "Jachting" o teorii i praktyce nabywania i zbywania jachtów. Zwłaszcza małych jachtów. I tanich.
Czyli to co tygryski 🐅 lubią najbardziej! 🍯🐝❤️

PS. To moje doświadcznia, podpisano, Olek Hanusz. Zaś Filip Sulkovsky z oddziałem samurajów idą ścieżką Bushido - ich Carter 30 może i wcale nie wyszedł tanio, ale za to jeszcze nie pływał.

PPS. A jeśli na takowym małym jachcie macie lub planujecie mieć silnik diesla, który spędza wam sen z powiek, zapraszam na szkolenie 16/05 Silnik diesla na jachcie - obsługa, naprawy i teoria w Szkutnia Wisła.

PPPS. w artykule piszę, że mój Shipman jeszcze niensprzedany, tymczasem Shipman już sprzedany! ✅💰 Gratulacje można kierować na skrytkę pocztową, na Berdyczów.

C.d. - Shipmanem 28 "Falsterbö" po Adriatyku, od Korčuli 🇭🇷 przez Czarnogórę, do Baru 🇲🇪Po noclegu regeneracyjnym ⚓ na w...
20/01/2026

C.d. - Shipmanem 28 "Falsterbö" po Adriatyku, od Korčuli 🇭🇷 przez Czarnogórę, do Baru 🇲🇪

Po noclegu regeneracyjnym ⚓ na w umiarkowanym rozkołysie na małej wysepce Lopud (nie schodziliśmy na brzeg), zaczął się najbardziej chyba słoneczny dzień 🌞z całej dotychczasowej podróży. Szybko z dobrym wiatrem dopłynęliśmy do Dubrovnika, nie celem zwiedzania jednak, a odprawy granicznej do Czarnogóry (a w d** # z tą Chorwacją ;), nara!). Trzeba było długo czekać na szanownego Pana Kapitana z Kapitanatu, który na wieść, że nie mamy Prjavy (opłata nawigacyjna dla statków z obcą banderą, generalnie rodzaj haraczu) bardzo się zasępił i orzekł "Now I punish you!". Na szczęście równie szybko okazał ludzką twarz. Znaczy, prjavę i tak musieliśmy kupić (na cały rok, nie ma innej opcji), ale ku mojemu zdziwieniu, kosztowała tylko 36eur. Potem paszporty 🛂, a na celnej nie było policmajstrów, więc Ci z paszportowej machnęli ręką i kazali nam spływać. Następnego dnia przylatywali do nas znajomi do Podgoricy w Czarnogórze 🇲🇪 i mieliśmy się spotkać gdzieś w Zatoce Kotorskiej, więc czym prędzej ruszyliśmy - zaliczając wreszcie wiele przyjemnych godzin w ciszy, na samych żaglach. Wieczorem przybiliśmy do kei celników w Zelenice 🇲🇪. Obudziło nas łomotanie celnika w łódkę i autorytarne groźby, że "captain - masz 5 minut". No więc... napiłem się spokojnie kawy i po 20 minutach... zacząłem ponownie czekać na Szanownego Kapitana (Ty ruchasz system, system rucha Ciebie, to taka gra na zmianę). Kapitana, który jak już przylazł ze sklepu do swojego (bardzo licho umeblowanego btw) miejsca pracy, to był nawet uprzejmy i miły, pewnie mu było przyjemnie, że jego praca o tej porze roku, ma czasami jakiś sens. Zdjąwszy żółtą flagę Q 🟨, poplynęlismy do Tivat, gdzie może i marina nie jest najtańsza, ale oferuje iście dubajskie luksusy - I mean, wszstko. Od kontaktu na radiu, przez luksusowe kible, wifi, prysznic z deszczownicą, a przy kejach flota jachtów jest warta tyle co 3 razy PKB całej Czarnogóry. Także absurdalnie sztuczna, wyglancowana i wystawna część tego współczesnego miasta (niegdyś wioski rybackiej, nie żadne tam weneckie skarby), kontrastuje z PKB Czarnogóry jak świnia z perłami. Późnym wieczorem dołączyli do nas Marek Em i Julia Okręglicka i zrobiło się od razu weselej. Jeszcze. Jeszcze weselej, bo przecież już było ("Rejs", M. Piwowski).

Następnego dnia, w strugach deszczu 🌧️, obeszliśmy jugosłowiańskie okręty podwodne, zrobilismy pranie 🧺 po czym w strugach jeszcze intensywniejszej ulewy ⛈️, popłynęliśmy do Kotoru. Kotor nas urzekł (choć ciągle padało) już pierwszej nocy, skończyliśmy pijąc piwo 🍻 i rakiję "u dziada", w najskromniejszym przybytku w okolicy (buda 10m2 bez wystroju, z kiblem na zewnątrz, ale z właścicielem na miejscu, z którym Marek, znający dobrze serbski, gadał o rzeczach tyleż Ważnych, co banalnych). A nie, wróć! Skończyliśmy później, pijąc kolejne piwa i rakije 🍷 w Klubie Kombatanta ⭐ na starówce, gdzie nie było już ani jednego kombatanta.

Nazajutrz poszliśmy - sort of - w góry, czyli do górującego nad Kotorem fortu, a schodząc z niego, wstąpiliśmy (nie zgadniecie na co? 🍷🍷🍷🍷) do innego dziada, mieszkającego z matką od 30 lat na zboczu góry, jakieś 300m nad Kotorem - taki lokal co to gacie właściciela 🩲 i jego żony suszą się za Twoją głową na sznurku, a on Ci leje rakiję za darmo, co to ją pędzi jego brat, pewnie na wodzie ze strumienia. I cholewka, była to chyba najlepsza rakija z całego wyjazdu.

Nazajutrz odłączyła od nas Kaja P**o ❤️ , lecąca na 4 dni słuzbowo do Mediolanu, a my popłynęliśmy do Herzeg Novi. Aha, wspomniałem, że w Kotorze z powodu braku sezonu, nic nie zapłaciliśmy? 🏴‍☠️ - uroki żeglowania o dziwnej porze roku...
Następny przystanek, Herzeg Novi - przyjemna mieścina, choć z pewnością narażona na podobną turystozę i spiekotę w lato, jak Kotor. My za to moglismy poruszać się swobodnie i to lubię w zimowych rejsach: brak tłumów. Zwiedziliśmy prawosławny klasztor i smętarz, gdzie 1/4 pochowanych zamiast krzyży miała gwiazdy (systemowi jugosłowiańscy ateiści), niektórzy mieli też statki albo samoloty. Uzupełniliśmy zapasy lokalnych frykasów oraz rakiji 🍶 i ruszyliśmy do Baru.

Ale nie takiego baru, jak pewnie myślicie po ilosci alkoholu lejącego się z tej relacji, tylko do miasta Bar.

Aha... No i nie do TEGO Baru - twierdzy na Ukrainie, co to w Sienkiewiczu... tylko do czarnogórskiego - naszego ostatniego przystanku w tym kraju, gdzie o mało nie adoptował nas pies 🐶, ale o tym w kolejnym odcinku, bo się rozpisałem!

PS. Po drodze jeszcze zahaczyliśmy fantastyczny zachód słońca przy kolejnym schronie dla jugosłowiańskich łodzi podwodnych - fajnie zachowanym, była możliwość przejścia w pionie pewnie z 50m po starej metalowej drabince do strażnicy z XIXw na górze, choć wybraliśmy bezpieczniejszą drogę naokoło, a także przepłynęliśmy obok wysepki Mamula, gdzie na miejscu włoskiego mikro obozu koncentracyjnego (więzienie z torturami, głodzeniem i takie rzeczy), zagraniczny inwestor zbudował mocno kontrowersyjny, a w zasadzie skandaliczny, luksusowy hotel, gdzie zapłacisz 800eur za nocleg w lususowo urządzonych celach, gdzie wcześniej ginęli ludzie. Jak wyczytalismy, niektórzy goście jechali tam bez tej wiedzy historycznej, i dopiero na miejscu dowiadywali się, że śpią w swoistym Oświęcimiu...

C.d.n.

Może nie była to Wielka Wyprawa, ale jednak dinghy - ekspedycja! Bardzo było mi miło z ekipą z Państwowe Muzeum Etnograf...
05/09/2025

Może nie była to Wielka Wyprawa, ale jednak dinghy - ekspedycja! Bardzo było mi miło z ekipą z Państwowe Muzeum Etnograficzne pokonywać trudności i płytkie wody Narwii! Mam nadzieję, że zobaczymy się w przyszłym roku!

Z powodu znacznego spadku poziomu wody w rzece tegoroczna trasa ekspedycji została zmodyfikowana i, zamiast Wisłą, osoby uczestniczące w wyprawie popłynęły K...

Kochani, uważajcie na siebie w wakacje, zwłaszcza na pomorzu.
22/05/2025

Kochani, uważajcie na siebie w wakacje, zwłaszcza na pomorzu.

Niedawno w Szczecinie uczestniczyłem w kursie STCW (zintegrowany kurs bezpieczeństwa na morzu)   organizowanym przez Mar...
07/09/2024

Niedawno w Szczecinie uczestniczyłem w kursie STCW (zintegrowany kurs bezpieczeństwa na morzu) organizowanym przez Maritime Safety & Security.

https://www.facebook.com/share/SSksXAVB2N9YRFkK/

Jest to jedyne szkolenie w Polsce sprofilowane specjalnie pod żeglarzy profesjonalistów, i przez profesjonalistów prowadzone. Odbyliśmy zajęcia teoretyczne i praktyczne ze strażakiem, medykiem, rozmawialiśmy z marynarzem, kapitanem masowców 👨‍✈️ o tym jak wygląda mijanie się z jachtami z perspektywy jego pracy na mostku, mieliśmy bardzo ciekawe wykłady o piractwie 🏴‍☠️, terroryźmie 🔫, a także praktykowaliśmy np. gaszenie pożarów małych jak patelnia po większe (zdjęcia!), pływaliśmy w kombinezonach wypornościowych i kamizelkach, szukaliśmy przedmiotu w totalnie zadomionym 💨 wnętrzu jachtu, strzelaliśmy pirotechniką 🧨, odpaliliśmy i pływaliśmy tratwą ratunkową 🛟, przewróciliśmy ją i stawialiśmy... Oj, działo się dużo przez te 4 dni intensywnego szkolenia! Nawet dział "przepisy" został świetnie poprowadzony przez kapitana żaglowców. Nie obyło się też bez wieczornych wyjść na piwo 🍻 w Szczecinie i wymiany doświadczeń o jachtach, załogach i akwenach.

Bardzo polecam, było to super profesjonalnie zorganizowane szkolenie, przede wszystkim o charakterze "no-nonsense", a więc nie traciliśmy czasu na aspekty znane jedynie z wielkich statków, które żeglarzom są mało przydatne! ⛵🫡

https://maritime-security.eu/

Adres

Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dinghy Adventures umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Dinghy Adventures:

Skróty

Udostępnij