11/05/2026
....A papier nie hamuje.
Papier nie naprawia układu kierowniczego.
Papier nie zatrzyma auta, jeśli coś było niesprawne......
STACJE KONTROLI POJAZDÓW SPRAWDZANE JAK NIGDY. AFERA O „PODBITE” BADANIA WRACA
Wielu kierowców przez lata żyło w prostym przekonaniu: jest pieczątka, jest spokój.
Dziś ten spokój zaczyna się kończyć.
Bo temat „podbitych” badań technicznych znowu wraca z całą siłą. I nie chodzi już tylko o plotki z internetu czy opowieści z warsztatów. Wracają śledztwa, zarzuty i pytania, czy część aut dostawała dopuszczenie do ruchu tylko na papierze.
Najgorsze jest to, że dla zwykłego kierowcy wszystko może wyglądać legalnie.
Masz wpis.
Masz pieczątkę.
Masz termin.
I myślisz, że temat załatwiony.
A potem okazuje się, że badanie mogło być fikcją.
Prokuratura Okręgowa w Opolu poinformowała 4 marca 2026 r., że czterech diagnostów usłyszało zarzuty za fikcyjne badania techniczne pojazdów. Według śledczych do wpisu miały wystarczać zdjęcia auta, tabliczki znamionowej, licznika i dowodu rejestracyjnego, a zarzutami objęto ponad 100 przypadków. Za te czyny grozi nawet do 10 lat więzienia.
To nie jest odosobniony przypadek.
W lipcu 2025 r. Prokuratura Regionalna w Rzeszowie informowała o zatrzymaniu 18 osób, w tym czterech diagnostów, w sprawie procederu polegającego na potwierdzaniu przeglądów, które w rzeczywistości nie miały miejsca. Śledczy wprost wskazali, że diagności mieli dopuszczać pojazdy do ruchu bez sprawdzenia ich stanu technicznego.
I właśnie dlatego wokół stacji kontroli zaczyna robić się coraz ciaśniej.
Prawo już dziś mówi jasno: nadzór nad stacjami kontroli pojazdów sprawuje starosta, a kontrola stacji ma być przeprowadzana co najmniej raz w roku. Taka kontrola obejmuje zgodność stacji z wymaganiami, prawidłowość wykonywania badań i dokumentację. Jeśli naruszenia nie zostaną usunięte albo są rażące, starosta może wydać decyzję o zakazie prowadzenia stacji, a decyzja ta podlega natychmiastowemu wykonaniu.
Mało tego.
Jeżeli w wyniku kontroli wyjdzie, że diagnosta wykonał badanie niezgodnie z zakresem albo wydał zaświadczenie czy wpisał wynik niezgodnie ze stanem faktycznym, starosta cofa mu uprawnienia. I to nie na chwilę. Ponowne uprawnienie nie może być wydane wcześniej niż po 5 latach.
Państwo zresztą samo zapowiedziało, że chce ten system jeszcze mocniej uszczelnić.
Ministerstwo Infrastruktury podało, że reforma badań technicznych ma objąć m.in. uszczelnienie całego systemu, spójniejszy nadzór i obowiązkową dokumentację fotograficzną, właśnie po to, by wzmocnić rzetelność badań.
I tu zaczyna się największy problem dla ludzi.
Bo jeśli przez lata ktoś załatwiał „przegląd bez problemów”, to dziś może się okazać, że to, co miało dawać spokój, było tylko papierem bez realnej kontroli auta.
A papier nie hamuje.
Papier nie naprawia układu kierowniczego.
Papier nie zatrzyma auta, jeśli coś było niesprawne.
Wielu kierowców może więc dopiero teraz zrozumieć, że prawdziwe ryzyko nie zaczyna się w chwili kontroli stacji.
Ono zaczyna się dużo wcześniej.
W chwili, gdy samochód dostaje pieczątkę, na którą w ogóle nie zasłużył.
To potrzebne czyszczenie patologii i ratowanie bezpieczeństwa na drogach, czy dowód, że przez lata zbyt łatwo dopuszczano do ruchu auta, które w ogóle nie powinny wyjechać na ulicę?