14/11/2021
Kolejnego dnia w Chrowacji pojechaliśmy do Rovinj.
Miało padać, ale tak miało a może jednak nie, więc pojechaliśmy normalnie wbijając się nad nabrzeże na mały parking motocykli, który okazał się troche dalej od centrum niż myśleliśmy.
Miasto jest ciekawe, ładne, klimatyczne, pnie się lekko w góre do kościoła, który patrzy na okolicę.
Tam zaczeło kropić. Pospacerowaliśmy dalej nie przejmujac się deszczem, wsiedliśmy na motocykle i... (tutaj można użyć wielu słów powszechnie uważanych za nieeleganckie).
Padało mocno.
D**a, przepraszam, tylne koło latała na każdym w zasadzie zakręcie. Mówiłem, że ten asfalt wygląda na dziwnie śliski.
Dojechaliśmy po kwadratowemu do sklepu, gdzie stwierdziliśmy, że coś od życia to się nam w końcu należy.
Nasz nadworny kucharz zarządził zakupy, których efektem wieczorem, była taka bruschetta, że do dziś czuję palący czosnek. Żaden wirus się nie przebije.
Ile zrobiliśmy kilometrów? Jakieś 50, ale wywaliliśmy kilka razy korki susząc gacie przed piekarnikiem.
W innych ciucha poszliśmy zwiedzać okolicę, ponieważ oczywiście przestało padać.
Obok nas było Tractor Story, muzeum traktorów oraz bardzo głęboka wielka jaskina.
Z jaskini nie ma zdjęć, bo ciemna, długa, a komuś się nie chciało.
Natomiast traktory są.
Ja zaliczam. Dzień udany.