03/07/2026
606 tys. km i dalej na chodzie
Dzisiaj na stronie urzędu miasta Berlin można kupić Volkswagena T6, który ktoś zostawił na ulicy. Miasto przejęło to auto i wystawiło na publiczną licytację.
Najciekawszy jest przebieg tego pojazdu. Jak wynika z oficjalnej bazy danych, podczas przeglądu we wrześniu 2024 roku, na liczniku było 606 tysięcy km. Pod maską silnik 2.0 TDI, 102 KM, rocznik 2016. Przegląd wypadł pomyślnie.
Piszę o tym, aby uświadomić polskich niedowiarków i malkontentów, którzy buszują w internecie i
opisują jaki to złom z Niemiec po polskich drogach dzisiaj jeździ.
Dla przeciętnego Polaka, który przymierza się do kupna samochodu, istnieją trzy psychologiczne granice kilometrówki.
- Pierwsza, to 100 tys. km przebiegu. Oznacza, że auto ma już sporo przejechane i szybko zaczną się koszty związane np. z wymianą rozrządu, wtrysków, dwumasy, sprzęgła, i wielu innych drogich części.
- Druga, to 200 tys. km przebiegu. Dla większości rodaków tu zapala się czerwona lampka. Uważają, że to przebieg, po którym auto będzie się ciągle psuło i generowało wysokie koszty przy codziennym użytkowaniu. Dla wielu moto-Polaków 200 tys. na liczniku oznacza, że to już złom.
- Trzecia, to 300 tys. km. Jest to tak wielki przebieg, że mało kto decyduje się na zakup takiego samochodu, choćby był regularnie serwisowany i w pełni sprawny.
Tymczasem są samochody, które bez problemu pokonują pół mln kilometrów i więcej. Czego dobrym przykładem jest wspomniany na początku VW T6.
Ciekawe, że na niemieckim otomoto (u nich jest to mobile.de) bez problemu można znaleźć pojazdy, które mają po kilkaset km przebiegu i do tego w pełni sprawne. Ich ceny wcale nie są złomowe. Zaś na polskich moto-portalach takich aut praktycznie nie ma. Bo są niesprzedawalne, bo jeśli chcemy znaleźć nabywcę, to musimy pokręcić przy liczniku...