08/01/2018
Będzie to kolejny post z kategorii "ostrzeżenia dla potomnych", na dodatek zawierający bardzo dużo tekstu - ale w razie czego, uprzedzałem ;)
Pamiętacie G7 z "malutkim" luzem na tylnym kole, gdzie wg. zlecenia było usunięcie tego luzu i standardowy przegląd?
Well...przegląd był. Szkoda, że po jakiś 9 latach.
Jak mniej więcej wyglądał? A, tak:
- wymiana wszystkich klocków hamulcowych : w wyniku błędu w montażu wypadły z prowadnic i zablokowały się w dziwnych pozycjach wyginając się jednocześnie w chińskie 8.
- wybicie młotkiem i doprowadzenie do stanu używalności wszystkich 4 prowadnic zacisków, plus nałożenie nowego smaru - stary po 11 latach użytkowania
"troszkę" się zestalił
- wymiana wszystkich elementów gumowych w każdym zacisku hamulcowym: uszczelnienia prowadnic wytarte, rozciągnięte i dziurawe , spuchnięte uszczelniacze tłoczków
- usunięcie korozji wewnętrznej zacisków oraz mycie ultradzwiękowe. Korozja spowodowała zmniejszenie się rowków przeznaczonych na uszczelniacze tłoczków i w efekcie zaciśnięcie się się uszczelniaczy na tłoczkach i ich kompletne zaklinowanie
- wymiana ułożyskowania wszystkich czterech kół
- wymiana ułożyskowania tylnych piast wraz z uszczelniaczami na mocowaniach wahaczy, po lewej i prawej stronie
- wyjęcie i uszczelnienie tylnej przekłądni końcowej plus właściwe wydystansowanie wałka atakującego (częsta przyczyna przegrzewania się tylnego dyferencjału w Grizzly)
- wymiana kompletnej półosi prawej (dwa zastrzelone przeguby w wyniku nieszczelnych manszet)
- usunięcie pourywanych śrub osłon tarcz w każdej z piast
- usunięcie urwanych śrub w ramie mocujących wąs haka holowniczego
- rozbiórka przedniej wzmacnianej półosi, usunięcie i wymycie resztek smaru, dołożenie nowego i zacisnięcie 4 obejm typu oetiker (wczesniej zaciśnięte na przysłowiowe cokolwiek i oczywiscie z toną błota w środku)
- wyjęcie i uszczelnie przedniego dyferencjału, wymycie miksu błota i oleju, wymiana wszystkich łożysk włącznie z nierozbieralną stroną lewą (od serwo napędu)
- dystansowanie przekładni dyferencjału przedniego ze względu na zbyt duży luz międzyzębny po wymianie łożysk
- rozbiórka i mycie skrzyni pasowej (rozrobiony wodą smar rozlał się pięknie po wszystkich elementach w środku)
- rozbiórka i mycie przepustnicy ultradzwiękami (nie "trafiony" króciec dolotowy od strony filtra na gardziel przepustnicy, milimetrowa warstwa pyłu na ściankach)
- rozbiórka układu wydechowego i jego uszczelnienie (uszczelki pomiędzy kolektorem a tłumikem końcowym nie stwierdzono, co zupełnie nie przeszkadzało nikomu w użytkowaniu sprzętu)
I, last but not least - wisienka na torcie. Przy kontroli oleju w silniku bagnet suchutki. Okej, może ktoś nie uzupełnił. Przy sprawdzeniu dokładniejszym, okazało się że olej był - szkoda tylko, że jakieś 4 cm poniżej bagnetu. W ilości połówki, może 3/4 szklanki.
Witaj kapitalko.
.. a ja potem muszę wysłuchiwać "panie ale jak to i dlaczego tak drogo".
PS. Widoczne w oleju z dyfra "ziarenka" nie wpadly przy rozbiórce. Siedziały sobie kulturalnie za łożyskami w gniazdach, dostając się tam przez smętne resztki uszczelniaczy półosi.