21/06/2026
Jeżeli w rajdzie jadą samochody, którym mógłbym wskoczyć do bagażnika, to taki rajd nazywa się Rajd Olbrzyma. A jeśli taki rajd jest w sobotę, to w sam razik dla Zoppoterostwa, które w niedzielę zazwyczaj pracuje. Więc ich zawiozłem do Prabut na stadion, gdzie był start i potem meta.
O dziwo mieli tu nagle normalną pogodę, czyli 30 stopni w cieniu, a w słońcu to nie wiadomo ile. No przyznam, że nawet ja - samochód z Italii - lekkiej zadyszki dostawałem. Ale w porównaniu z sytuacjami sprzed kilku lat, kiedy z powodu gorąca po prostu zdychałem i musiałem ostygnąć, to teraz jest super. Zoppoter wymienił mi to i owo w moim tyłku i teraz jest dobrze.
Na stadionie było sporo samochodów i motocykli. W tym kilka moich bliskich i dalszych krewnych z Italii i tutejszych licencyjnych kuzynów. I dwa takie samochody, przy których nawet ja jestem młody, choć w tym roku kończę 60 lat...
Na starcie dostaliśmy itinerer i Zopp się ucieszył, że ten iti w takim stylu, jak kiedyś robił on sam przy swoich rajdach: każda sytuacja to oddzielna linijka w tabeli, z odległościami w przód i w tył i z opisami. Trochę zgłupiał, jak się okazało, że nie są tam oznaczone miejsca zadań po drodze. Na szczęście była z nim Zoppoterina, która z samej treści pytań zgadywała, gdzie należy się zatrzymać i rozejrzeć. No i największa uciecha: nie było tych koszmarnych zdjęć, które należy lokalizować po drodze. Od razu bardziej polubiliśmy organizatorów. Gdyby jeszcze były jakieś próby zręcznościowo-sportowe, to już w ogóle byłby ideał, no ale podobno nie można mieć wszystkiego.
Za to trasa fajna w sam razik dla małego włoskiego auta sportowego: podjazdy, zjazdy, zakręty. I fajne miejsca postoju, gdzie było co zobaczyć. Na przykład nad jeziorem. A właściwie to dwie takie nadjeziorne plaże obskoczyliśmy. A poza tym ogromny pałac, a właściwie jego mizerne resztki, bo 80 lat temu przeszła tędy armia radziecka. Na jego dziedzińcu ktoś chce postawić pomnik Napoleona Bonaparte. No cóż, skoro jemu należy się pomnik, to może za sto lat ktoś zechce postawić pomnik Mussoliniego. Zwłaszcza, że Mussolini to nawet ma najważniejszy order z tego kraju, więc i pomnik mu się należy.
Zoppoterostwo oczywiście po swojemu musiało też poszukać śladów kolei żelaznych, których itinerer nie przewidywał. I oczywiście znaleźli: wiadukt nad szosą i pole w miejscu dawnych torów. Tory stąd zniknęły 80 lat temu - też w związku z przemarszem armii radzieckiej.
Na mecie była jeszcze muzyka na żywo i grochówka, którą Zoppoterostwo wciągnęło nosem mimo upału. Grochówkę, nie muzykę. Muzykę wciągali uszami. Jak się jeszcze schłodzili zimnym piwem bez etanolu, to pojechaliśmy do domu. Przenocowalismy w ich wcześniejszym mieście nad wielką rzeką, bo w niedzielę rano Zoppoter jechał do pracy, miał stąd bliżej. Wszyscy z rozkoszą wystygliśmy po upale.