Fiat 850 Coupé Gino

Fiat 850 Coupé Gino Fiat 850 Coupé, urodzony w 1966 roku, w wieku 57 lat wszedł do rodziny Zoppoterów. Ma na imię Gino.

Jeżeli w rajdzie jadą samochody, którym mógłbym wskoczyć do bagażnika, to taki rajd nazywa się Rajd Olbrzyma. A jeśli ta...
21/06/2026

Jeżeli w rajdzie jadą samochody, którym mógłbym wskoczyć do bagażnika, to taki rajd nazywa się Rajd Olbrzyma. A jeśli taki rajd jest w sobotę, to w sam razik dla Zoppoterostwa, które w niedzielę zazwyczaj pracuje. Więc ich zawiozłem do Prabut na stadion, gdzie był start i potem meta.

O dziwo mieli tu nagle normalną pogodę, czyli 30 stopni w cieniu, a w słońcu to nie wiadomo ile. No przyznam, że nawet ja - samochód z Italii - lekkiej zadyszki dostawałem. Ale w porównaniu z sytuacjami sprzed kilku lat, kiedy z powodu gorąca po prostu zdychałem i musiałem ostygnąć, to teraz jest super. Zoppoter wymienił mi to i owo w moim tyłku i teraz jest dobrze.

Na stadionie było sporo samochodów i motocykli. W tym kilka moich bliskich i dalszych krewnych z Italii i tutejszych licencyjnych kuzynów. I dwa takie samochody, przy których nawet ja jestem młody, choć w tym roku kończę 60 lat...

Na starcie dostaliśmy itinerer i Zopp się ucieszył, że ten iti w takim stylu, jak kiedyś robił on sam przy swoich rajdach: każda sytuacja to oddzielna linijka w tabeli, z odległościami w przód i w tył i z opisami. Trochę zgłupiał, jak się okazało, że nie są tam oznaczone miejsca zadań po drodze. Na szczęście była z nim Zoppoterina, która z samej treści pytań zgadywała, gdzie należy się zatrzymać i rozejrzeć. No i największa uciecha: nie było tych koszmarnych zdjęć, które należy lokalizować po drodze. Od razu bardziej polubiliśmy organizatorów. Gdyby jeszcze były jakieś próby zręcznościowo-sportowe, to już w ogóle byłby ideał, no ale podobno nie można mieć wszystkiego.

Za to trasa fajna w sam razik dla małego włoskiego auta sportowego: podjazdy, zjazdy, zakręty. I fajne miejsca postoju, gdzie było co zobaczyć. Na przykład nad jeziorem. A właściwie to dwie takie nadjeziorne plaże obskoczyliśmy. A poza tym ogromny pałac, a właściwie jego mizerne resztki, bo 80 lat temu przeszła tędy armia radziecka. Na jego dziedzińcu ktoś chce postawić pomnik Napoleona Bonaparte. No cóż, skoro jemu należy się pomnik, to może za sto lat ktoś zechce postawić pomnik Mussoliniego. Zwłaszcza, że Mussolini to nawet ma najważniejszy order z tego kraju, więc i pomnik mu się należy.

Zoppoterostwo oczywiście po swojemu musiało też poszukać śladów kolei żelaznych, których itinerer nie przewidywał. I oczywiście znaleźli: wiadukt nad szosą i pole w miejscu dawnych torów. Tory stąd zniknęły 80 lat temu - też w związku z przemarszem armii radzieckiej.

Na mecie była jeszcze muzyka na żywo i grochówka, którą Zoppoterostwo wciągnęło nosem mimo upału. Grochówkę, nie muzykę. Muzykę wciągali uszami. Jak się jeszcze schłodzili zimnym piwem bez etanolu, to pojechaliśmy do domu. Przenocowalismy w ich wcześniejszym mieście nad wielką rzeką, bo w niedzielę rano Zoppoter jechał do pracy, miał stąd bliżej. Wszyscy z rozkoszą wystygliśmy po upale.

W ten weekend ja odpoczywałem, a oni jeździli.
05/10/2025

W ten weekend ja odpoczywałem, a oni jeździli.

Lato się skończyło. Koniec lata był fajny. Pogoda fajna jak u mnie w Italii. Więc zabrałem Zoppotera na Fajny Rajd. Do G...
22/09/2025

Lato się skończyło. Koniec lata był fajny. Pogoda fajna jak u mnie w Italii. Więc zabrałem Zoppotera na Fajny Rajd. Do Goleniowa. Goleniów jest daleko od mojego garażu, ale droga do Goleniowa też jest fajna.

Dawno temu do Goleniowa wyprowadziła się z Gdyni K**a - fajna dwunożna koleżanka Zoppotera. Ona też lubi emerytowane samochody, całkiem jak nasza Zoppoterina. Ale Zoppoterina nie mogła z nami pojechać, bo musiała iść do pracy w LaScala Baltica. Więc pojechaliśmy z Zoppem we dwóch.

K**a kilka lat temu postanowiła organizować ze swoimi fajnymi dwunożnymi kolegami w tym Goleniowie Fajne Rajdy. Już rok temu próbowaliśmy tam pojechać, ale po drodze przepaliłem sobie uszczelkę pod głowicą, no i musieliśmy wracać do domu. W tym roku niczego sobie nie przepaliłem i dotarliśmy do Goleniowa.

Na starcie okazało się, że jestem prawie najstarszy na liście startowej. Ale starsza ode mnie Mercedes (oni tu mówią na Mercedes w rodzaju męskim - całkiem bez sensu) nie przyjechała. Może sobie coś przepaliła. W każdym razie to ja byłem tu najstarszym samochodem. I oczywiście najfajniejszym.

Dostałem numer 3. Ale startowałem jako drugi, bo nie było tej Mercedes, która miała numer 2. Jako pierwszy jechał pomarańczowy bezdachy Trabzuki, który jest Trabantem z silnikiem quattro tempi tre cilindri jak w dawnych małych Suzuki a potem w Tico i w Matizach. Pewnie z tego powodu jest uśmiechnięty bardziej od innych Trabantów.

Fajny Rajd był bardzo fajny, zwłaszcza, że były dwie fajne próby sportowe, w których pokazałem co potrafi male włoskie Coupé. Nie wiem, czy miałem najlepsze czasy, ale dwunożni mierzący te czasy mówili, że bardzo dobre miałem. Te czasy. Inne zadania po drodze były bardziej dla dwunożnych, więc Zopp dwoił się i troił, żeby odpowiedzieć na pytania, rozpoznać metodą macania części samochodowe zamknięte w workach, albo połączyć kropki na rysunku. To było zadanie jak dla dwunożnych bambini, ale Zoppoter jest już zabytkiem i miał kłopot z odczytaniem mikroskopijnych cyferek. No, ale jakoś dał radę nawet z tym. Za to odpuściliśmy sobie szukanie miejsc z fotografii i liczenie znaków curva pericolosa. To już za wiele dla załogi bez pilota. Rajd bez Zoppoteriny to jednak nie jest taki fajny.

A jednak okazało się, że wcale nie byliśmy ostatni w klasyfikacji. To jak radziły sobie załogi złożone z dwóch, a nawet trzech albo czterech dwunożnych, które osiągnęły wyniki gorsze od naszych? Po prostu porządny samochód z dobrym kierowcą to fajny zestaw na Fajny Rajd.

Na mecie dwunożni często podziwiali jak pięknie brzmię. No to oczywiste, skoro mam wydech w stylu wujka Abartha. Podziwiali też moją piękną sportową sylwetkę. Nic dziwnego. Niektórzy się dziwili, że taki ogromny dwunożny jak Zoppoter jeździ takim małym samochodem. Oni chyba go nie widzieli z Manuelem... Dwunożni bambini też mnie podziwiali, więc pozwoliłem im wejść w siebie. Uznali mnie za wygodnego. Bardzo słusznie. Niech zapamiętają jakie kiedyś fajne samochody były.

Po południu ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Drugą połowę drogi jechaliśmy już po ciemku. Lato się skończyło...

Tym razem ja odpoczywałem, a Marcello pojechał na rajd. W sumie szacun, bo pojechał na rajd nie wiedząc gdzie on się odb...
14/09/2025

Tym razem ja odpoczywałem, a Marcello pojechał na rajd. W sumie szacun, bo pojechał na rajd nie wiedząc gdzie on się odbędzie.

24/08/2025

A tak zrobiliśmy próbę sportową na starcie do Jakiegoś Rajdu🔥

W lipcu byłem z Zoppoterem na mokrym rajdzie w Tucholi, a w sierpniu zabrałem ich obydwoje na rajd wietrzny. To był Jaki...
24/08/2025

W lipcu byłem z Zoppoterem na mokrym rajdzie w Tucholi, a w sierpniu zabrałem ich obydwoje na rajd wietrzny. To był Jakiś Rajd w Złotowie. On się tak nazywa ten rajd. Jakiś Rajd.

Zoppoterostwo już kilka razy tam jeździło, ale z Marcellem albo z Manuelem. Wreszcie i ja się tam z nimi wybrałem.

To bardzo fajny rajd, bo zaczyna się od próby sprawnościowej i potem pod koniec jest jeszcze jedna. Co może być lepszego dla małego włoskiego Coupé? Wykręciłem z Zoppoterem całkiem dobre czasy, choć było kilku lepszych zawodników z silnikami 2-3 razy większymi i mocniejszymi od mojego. Ale i ja z nowym gaźnikiem, uproszczonym dolotem powietrza i repliką wydechu wujka Abartha mogłem pokazać jak się jeździ.

Poza tym oczywiście trasa turystyczna. Podobno oni tam zawsze wymyślają ciekawe trasy bez powtarzania miejsc z wcześniejszych edycji. Zoppoterostwo zawsze wracało zadowolone, no a tym razem na trasie rajdu znalazła się nawet kolej wąskotorowa, co sprawiło im niepomierną radość. Tam wykręcili też niezły czas na drezynie.

A poza tym Zoppoterina świetnie sobie poradziła na próbie pierwszej pomocy.

A po rajdzie - wieczorem - był koncert rockowy. Bardzo młodzi dwunożni, którzy nazwali się Allways fantastycznie zagrali różne kawałki z lat 80-ych. Na końcu zagrał z nimi sam komandor rajdu, czyli Luca. Na perkusji, której podobno nie używał od 20 lat. Ale on wymiatał...! Podobno Zoppoter też kiedyś śpiewał i brzdąkał na gitarze, ale kawałki z mojego dzieciństwa, czyli dwadzieścia lat wcześniejsze od tych co grali Allways. Muszę go namówić, żeby coś mi zagrał, choć on też od lat nie używał gitary. Za to Zoppoterina to umie śpiewać opery! I nawet robi to zawodowo.

Następnego dnia był lans. Czyli wielka wystawa emerytowanych pojazdów, na dwóch i czterech kółkach. Było nas tam ponad 350, więc było na co popatrzeć. Choć z Italii to tylko kilku: Fiat Campagnola, który ma lampki jak ja i Manuel, Fiat Ritmo bez dachu, no i ja. I oczywiście całe mnóstwo naszych kuzynów 126p i 125p, ale oni są tu uważani za polskie samochody, choć wymyślono ich w Italii. Ba, nawet konferansjer nazywał ich... polską myślą techniczną.

Miał też inne ciekawe pomysły. Ten konferansjer. Na przykład jeden z najstarszych samochodów na imprezie - DKW F8 - on skojarzył z Audi. Bo DKW ma cztery kółka w znaczku firmowym. Konferansjer ani słowem nie wspomniał ani marki DKW, ani koncernu Auto Union, którego logo to były właśnie te cztery kółka. A Audi - tak jak DKW - to była tylko jedna z czterech marek należących do Auto Union. Tyle, że niewiele te auta miały wspólnego - głównie ten znaczek złożony z czterech kółek. Za to nie skojarzył tego auta ze znanymi tutaj Trabantami i Wartburgami, których był protoplastą. Do mnie na szczęście konferansjer nie dotarł, bo mu się zasięg skończył. Aż się boję pomyśleć, co by o mnie powiedział. Może uznałby mnie za Škodę, bo mam silnik tam gdzie trzeba, czyli z tyłu?

A propos Škody, to kilka ich tu było, a bordowa należąca do komandora zwalała z opon swoim stanem zachowania.

Na zlocie pojawił się też dwunożny, który czytuje moje i Marcella posty na mordoksiędze. Przyjechał tu świetnie wyglądającym Polskim Fiatem 125p z 1972 roku. Aż miło było popatrzeć na pomarańczowego kuzyna w oryginalnym stanie. Może i ten post przeczyta, więc pozdrawiam obydwu.

Zoppoter - jak zwykle - zdobył tu puchar za wiedzę o PRL. To takie tutejsze niby państwo totalitarne i biedne, które zdechło 35 lat temu. Z jakichś powodów mnóstwo tutejszych dwunożnych tęskni za PRL, w tym także ci, którzy go nie pamiętają. Zoppoter jest już stary i doskonale ten PRL pamięta. I właśnie dlatego za nim nie tęskni, a wręcz przeciwnie. Poznał tamte realia wystarczająco dobrze, żeby za nimi nie tęsknić, i żeby wygrywać puchary za tę znajomość.

Najważniejsze spotkanie było na samym końcu. Otóż poznałem się z Citroënem 2CV, nazywanym "kaczką", kojarzonym ze starymi komediami, w których takim autem jeździła zakonnica. Ten, którego poznałem też ma swoją zakonnicę i razem pracują w hospicjum w Złotowie. Hospicjum to takie miejsce, gdzie dwunożni tak chorzy, że już nie da się ich wyremontować, mogą godnie i spokojnie doczekać swojego końca. Nie zazdroszczę tej zakonnicy, choć ona razem z Citroënem okazuje wiele jasnej energii.
hospicjum-zlotow.pl/page.php?idd=1 https://www.hospicjum-zlotow.pl/page.php?idd=1

Byliśmy na mokrym rajdzie. To znaczy on się tak nie nazywał ten rajd. Ale był mokry. Właściwie to nawet dwa, ale w tym s...
12/07/2025

Byliśmy na mokrym rajdzie.

To znaczy on się tak nie nazywał ten rajd. Ale był mokry. Właściwie to nawet dwa, ale w tym samym miejscu, dzień po dniu. W okolicach Tucholi. Pojechałem tylko z Zoppoterem, bo Zoppoterina śpiewała w tym czasie służbowo w LaScala Baltica

Te zloty w Tucholi to już dwadzieścia kilka lat są organizowane i Zoppoter dawno temu już tu bywał, ale to było w jego poprzednim życiu. Miał wtedy Simcę Aronde. I wtedy tu nie było rajdów.

A teraz były nawet dwa rajdy. W piątek jeden a w sobotę drugi. Przyjechaliśmy już w czwartek wieczorem, bo Zoppoter mi pozazdrościł i postanowił też spać pod namiotem. Takim, że tylko Zoppoterostwo się tam zmieści, kupili go specjalnie na takie imprezy. Zoppoter ma jeszcze taki większy wygodniejszy z przedsionkiem, ale to na wakacje, nie na zloty. On się tak sam z siebie rozkłada w kilku sekund. Namiot, nie Zoppoter. Zdążył urządzić sobie noclegownię jak jeszcze było sucho. Zoppoter, nie namiot. To znaczy namiot był noclegownią.

Już tej samej nocy zaczął padać deszcz i potem tak padał w piątek i w sobotę. Większość uczestników to motocykle, które są trochę bezwstydne, bo mają silniki i mechanizmy na wierzchu. Za to motocyklowi dwunożni są zakryci od stóp do głów. Ale i tak zmokli.

W piątek od rana był rajd turystyczny. Poradziliśmy sobie we dwóch, trudne nie było. Fajne okolice w tych Borach Tucholskich, trochę jak u nas na Kaszubach. Tylko rzek i kanałów więcej z dwupoziomowym skrzyżowaniem. I - koło akweduktu - wieża widokowa, z której nic nie widać, bo drzewa zasłaniają. Na próbach zręcznościowych Zopp rzucał kamieniami do taśmowych kół, to znaczy kręgów koło kamiennych kół, to znaczy kręgów. Rzucał też zębatkami i tarczami na szpikulec oraz nakręcał nakrętki. Co ciekawe, on jest framuga w takich rzeczach, ale inni okazali się gorszymi framugami i Zopp został wicemistrzem ex auequo z drugim vice. Dostał za to srebrny tłok i komplet kluczy, którym można mnie rozkręcić.

Po południu pojechaliśmy do sklepu, który nazywa się jak mój najpotężniejszy brat czyli Fiat i najsłabsze Ferrari i bardzo podobnie do mnie. W tle przejechał pociąg. Potem wróciliśmy do bazy, czyli na camping. Oczywiście padało, więc Zopp poszedł do stołówki na kawę i tam znalazł książkę napisaną jak mnie jeszcze na świecie nie było. Potem według tej książki nakręcono film, i to u nas na Kaszubach. Jest nawet mural pamiątkowy

W sobotę było coś, co nazwano wyścigiem. Na szczęście w rzeczywistości okazało się, że to raczej coś w rodzaju jazdy na regularność połączonej z podchodami. Trochę jak współczesne edycje Mille Miglia, w skali jeden do dziesięciu. Dzięki czemu nikt nie zginął. Gorzej z tymi strzałkami na drogach. Trudno było je dostrzec. Kilka razy zauważyliśmy je zbyt późno i trzeba było cofać. A dwa razy po prostu je przeoczyliśmy. Za pierwszym razem nałożyliśmy przez to jakieś 30 kilometrów, zanim wróciliśmy do tego miejsca, gdzie była niewidoczna strzałka. Za drugim razem to dowiedzieliśmy się dopiero na mecie, że kilka kilometrów przed nią pojechaliśmy nie tam gdzie trzeba i nie zaliczyliśmy tego wyścigu. Mimo, że dotarliśmy na metę i nadrobiliśmy sporo straconego wcześniej czasu. Daliśmy z siebie wszystko i nic... Gdybyż te strzałki były większe i z większym wyprzedzeniem przed skrzyżowaniami... No ale inni jakoś trafili, jadąc grupkami. My z Zoppem zdaliśmy się tylko na siebie.

Za to na mecie spotkałem bliźniaka. Wygląda dużo lepiej ode mnie skubany...

No i wróciliśmy do domu biorąc pod drodze gigantyczny prysznic.

Driver it day dzisiaj jest. Dwunożni wymyślili takie święto. Polega ono na tym, że poruszają się emerytowanymi samochoda...
06/06/2025

Driver it day dzisiaj jest. Dwunożni wymyślili takie święto. Polega ono na tym, że poruszają się emerytowanymi samochodami dla realizacji zwykłych codziennych potrzeb.

Trochę popadywowywało, ale Zoppoter dopiero co założył mi nowe gumki. Na wycieraczki. A przy okazji usunął z nich matową czarną farbę. Więc teraz moje wycieraczki działają i wyglądają jak trzeba.

Najpierw zawiozłem Zoppoterinę do serwisu dla dwunożnych. Trzeba jej było przeczyścić głowicę. A potem już z przeczyszczoną pojechaliśmy na zakupy. Kupili koszyk czegoś mokrego i czerwonego, bo to akurat sezon na to. Gdy byłem młody, to Beatlesi śpiewali o wiecznych polach truskawkowych i Zoppoterostwo też takie ma, ale na razie to im tylko kwiatki tam zakwitły. Więc trzeba było to kupić.

Kupili też sobie jakieś inne wiktuały, na przykład kaloryfer, który zjedli na obiad z kartoflami. I z kotletem. A ponadto w innym sklepie Zoppoter sprawił sobie skarpetki.

A potem pojechaliśmy na Rynek de Costerina, gdzie oni wypili kwas. Taki do picia, niby z chleba. No ja jednak wolę benzynę.

No i na koniec zrobili coś dziwnego. Te czerwone mokre, czyli truskawy wymieszali z kefirem. To takie białe gęste i kwaśne. Co oni mają z tym kwasem? Wygląda to bardziej jak biała farba, którą powinni mnie pomalować. W każdym razie wyszła z tego różowa jak płyn do chłodnic gęsta ciecz, którą Zoppoter nazywa coctailem. On chyba nigdy cocktailu nie widział. To różowe też wypili.

Adres

Złotow

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fiat 850 Coupé Gino umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij