27/08/2026
Jeśli kupujecie olej do auta, to pewnie sami zauważyliście, że z cenami zaczyna się robić ciekawie. I niestety nie w tę dobrą stronę.
W ostatnich miesiącach coraz częściej słyszę od klientów:
„Kupię teraz, zanim ceny pójdą w górę.”
albo
„Wezmę od razu na zapas.”
I patrząc na to, co dzieje się na rynku, wcale mnie to nie dziwi.
Mocno podrożały bazy, z których produkuje się gotowe oleje. Dla przykładu europejska Grupa III 4 cSt kosztowała pod koniec lutego około 1260 € za tonę. W czerwcu było to już około 3270 €. Czyli wzrost o mniej więcej 160%.
Do tego doszły problemy z dostawami z Bliskiego Wschodu i uszkodzenie części zakładu Shell Pearl GTL w Katarze. To jedno z ważniejszych źródeł wysokiej jakości baz olejowych, a Shell sam informował, że naprawa uszkodzonej części może potrwać około roku.
Od kolegów pracujących w sieciach dealerskich i od hurtowych dostawców olejów też coraz częściej słyszę o problemach z dostępnością niektórych produktów. Pojawiają się też obawy, że w kolejnych miesiącach z dostępnością może być jeszcze trudniej.
Najbardziej odczuwalne może to być przy nowoczesnych olejach niskolepkościowych, takich jak 0W-8, 0W-16 czy 0W-20. Przy części 0W-30 i 5W-30 też może być problem, szczególnie jeśli auto wymaga konkretnej homologacji producenta.
Nie chodzi o to, że nagle zabraknie oleju w każdym sklepie. Bardziej o konkretne produkty. Ten, który ktoś kupował od lat albo który standardowo był używany w serwisie, może po prostu chwilowo zniknąć i trzeba będzie szukać odpowiednika z właściwą specyfikacją.
Czy jest sens robić zapas na kilka lat? Moim zdaniem nie.
Ale jeśli i tak za kilka miesięcy czeka Was wymiana i używacie konkretnego 0W-20, 0W-30 albo 5W-30 z określoną homologacją, to jedna bańka kupiona wcześniej może mieć sens.
I jeszcze jedno: samo „0W-20” albo „5W-30” to za mało. Zawsze sprawdzajcie też normę i homologację wymaganą przez producenta auta.