26/06/2020
Czas na wspomnienia
Moje pierwsze subaru kupiłem za grosze
Po sprzedaży Hondy Civic IV generacji nie miałem jak dojeżdżać do pracy samochód sprzedałem za 2500zl. Był w całkiem niezłym stanie więc szybko się sprzedał, minęła doba a na facebookwej grupie "graciarnia subaru" pojawił się egzemplarz subaru z zdjęcia. Samochód był wystawiony za 2500zl odrazu napisałem że jestem chętny choć cudów nie oczekiwałem za taką cenę. Okazało się że na oględziny mam bliżej niż do żabki po bułki. 15 min po wystawieniu ogłoszenia byłem pod blokiem chłopaka który sprzedawał ten samochód. Było blisko północy i w sumie to nie wiedziałem za dużo, ale byłem w euforii i dałem zaliczkę a na drugi dzień rano mieliśmy sfinalizować transakcje.
Następnego dnia spotkałem się i zobaczyłem samochód w dobrym świetle, samochód nie miał praktycznie progów i tylnych nadkoli, silnik brał olej, napędy były sprawne i nie miał rdzy na kielichach co było dla mnie ważne. Po konsultacji z moim blacharzem stwierdziłem że za takie pieniądze warto kupić nawet dla "zabawy" kupiłem i gdy wsiadłem miałem banana od ucha do ucha. Nie bylo tam kolektora różnoodleglosciowego ale na wyższych obrotach słychać było że jedzie subaru. Pierwsze co chciałem zrobić w tym samochodzie do blacharka, kupiłem reperaturki progów i nadkoli a znajomy blacharz robił ten samochód przez ponad miesiąc. W tym czasie mogłem kupić jakieś gadżety do auta bo było moim daily więc skoro zewnątrz wyglądał jak GT to wpadły kubełki właśnie z wersji z turbodoładowanej.
Gdy już odebrałem samochód od blacharza postanowiłem zrobić mu dzień dziecka i wysłałem go do chłopaków z DetailKing Kraków. Samochód po paru godzinach wyglądał jak z salonu, co prawda czas mi się dłużył i nie wiedziałem co z sobą zrobić, ale to z euforii bo wiedziałem że nie będę zawiedziony ich robotą. Samochód oprócz silnika który trochę na wyższych obrotach brał olej był dla mnie oczkiem w głowie, wynająłem garaż i dbałem o każdy detal, każda żaróweczka w kokpicie musiała się świecić, w późniejszym czasie założyłem kolektor, końcówkę wydechu firmy Devil i inne bajery bym czuł się komfortowo w aucie, jeździłem nim wszędzie, nie pozwalałem by padał na niego deszcz, kocyk i garaż. Beztroska trwała do 15 marca 2019r kiedy jechałem do pracy na 4:00 rano i wiedziałem że się spóźnię, co robi człowiek w takiej chwili? Nie chciałem się spóźnić więc jechałem bardzo (bardzo bardzo) dynamicznie przez ulicę Balicką w Krakowie, ulica była pusta, miałem opony wielosezonowe (największe g***o jakie możecie założyć na swoje felgi!) i to mnie zgubiłem poczułem się zbyt bezpiecznie i w zakręt wjechałem ponad możliwości, na zakręcie akurat kotek chciał przejść przez drogę więc moje serduszko powiedziało o nieeee zabijesz kotka szarpnij kierownicą, ja jako dobry chłopak z Kościeliska zrobiłem to była mokra nawierzchnia i kropił deszcz samochód. Tył mnie wyprzedził i chciałem się ratować, ale z nad przeciwka zbliżał się autobus miejski...
Albo ja albo pasażerowie autobusu. Najlepsze co mogłem w danej chwili zrobić to zaciągnąć ręczny puścić ręczny i okręcić się na słupie tyłem, tak też zrobiłem. Samochód poszedł do kasacji ja żyje, kierowca autobusu nawet się nie zatrzymał sprawdzić czy wszystko jest okej...
Przyjechały służby po które zadzwoniłem samodzielnie i dostałem mandat 200zl
Teraz zdecydowanie minął mi czas "młody gniewny" i jeżdżę wolniej i przewiduję, tutaj apel nie oszczędzaj na oponach i mierz siły na zamiary. Nie chcę nawet myśleć co mogło się wydarzyć...
Napisałem to trochę chaotycznie bo pisze na telefonie.
Mój egzemplarz miał silnik 2m0 115km PB+LPG z wyposażenia elektryczne szyby elektryczne lusterka, klimatyzację sprawną przejechane miał ponad 370tys km i dalej miał siłę by jechać!
Więcej zdjęć w komentarzu