01/07/2026
OSTRE PRZEGIĘCIE
Trochę się dziś "ulało" i dla ulgi podzielimy się o co chodzi.
Zjawił się potencjalny "klient" na Volvo XC 60, które już trochę "stoi", ale jest w super stanie, bezwypadkowe i czasem jest wykorzystywane jako dodatkowy samochód, więc "ciśnienia nie ma". Wystawiona cena na poziomie 99 tys. PLN może nie jest niska, ale z obserwacji wynika, że wystawienie za , np. 90 tys. PLN też nie oznacza momentalnego zainteresowania, a wręcz często będzie budzić zastanowienie u normalnego potencjalnego Klienta, czy pojazd jest w porządku, no chyba że zrobi się "prezent" i wystawi za np. 70 tys. PLN i tu sedno sprawy.
Pojawia się Klient-zna cenę, we wcześniejszej rozmowie była mowa o negocjacji w rozsądnych granicach, ale to już na "miejscu", żeby nie rozmawiać o powietrzu. Pojazd sprawdzany, szczegółowo oglądany, poddany weryfikacji komputerowej i technicznej na stacji - brak zastrzeżeń. Dochodzi do konkretnej rozmowy na temat ceny i tu "wisienka na torcie", ale w wersji ironicznej. Klient nie ma uwag, ale podaje kwotę aż 55 tys. PLN; dokładnie 55 tysięcy - prośba o powtórzenie, bo pierwsza myśl, że się przesłyszało. Argumentacja: rynek stoi, w tej cenie się nie sprzeda, a poza tym to za te 55 tys. już spokojnie można kupić taki egzemplarz. Nie wnikam już w szczegóły, być może, ale nawet najtańsze egzemplarze, które są po "poważnych przejściach" i ich stan pozostawia "wiele do życzenia" wystawione na portalach zaczynają się od kwot w granicach 70 tys. (XC 60 II D4 automat). Zgadzam się, że towar (w tym przypadku pojazd) jest wart tyle ile zapłaci za niego Kupiec, ale w tym przypadku jest to dla mnie "przegięcie" i brak słów. Być może są sytuacje, że ktoś w potrzebie sprzeda towar o ponad 40 % mniej od pierwotnej wartości, ale zastanawiam się nad tokiem myślenia "tego Klienta". Brak zastrzeżeń, tzw. punktu zaczepienia - na co liczył? Nie wiem czy to, że faktycznie "rynek stoi", ceny "idą w dół" powoduje, że potencjalni Klienci robią się coraz bardziej roszczeniowi i czasem wręcz aż bezczelni. Tak dokładnie - bezczelni. Bo jak nazwać taką sytuację? Wiele "psioczy" się na na handlarzy, czasem słusznie. Ale jest już spora część, która stara się rzetelnie wykonywać to "rzemiosło" i oddaje sporo swojego "serca". Jednak takie sytuacje potrafią człowieka "rozwalić", gdzie jeszcze na "odchodnym" usłyszy się kilka nieprzyjemnych słów, bo powiedziano NIE. Owszem czasem słyszy się, że gdzieś jest taniej, bo znajomy, itp. Klienci często nie patrzą, że oferowany towar jest sprawdzony (prawnie, technicznie, itp. - oczywiście jako używany zawsze może trafić się niespodzianka, ale jest rękojmia, a często również gwarancja). Obecne podejście to kupić okazyjnie po jak najniższej cenie i oczywiście z "dożywotnim" pakietem gwarancyjnym. Zawsze grzecznie mówimy, że tanio nie znaczy dobrze i często to nie idzie w "parze". Jeśli ktoś używa argumentu, że może kupić podobny pojazd za niższą cenę, lepiej wyposażony z mniejszym przebiegiem to dalej grzecznie informujemy, że przecież nie zmuszamy do zakupu u nas i jeśli faktycznie mają taką możliwość, to nie rozumiemy "uporu", że jednak chcieliby nasz pojazd, ale za cenę "tamtego wspomnianego okazyjnego pojazdu". Kiedyś przedstawialiśmy już taki "okazyjny" zakup naszego "niedoszłego Klienta", który w efekcie kosztował go dodatkowo ponad 15 tys. PLN. Spodziewamy się oczywiście różnych komentarzy, łącznie z "hejtem", ale obserwując to co się obecnie dzieje plus przedstawiona sytuacja spowodowała ten post. Mimo wszystko dalej robimy swoje; wprowadziliśmy dodatkowe usługi związane z wynajmem (również z wykupem) i autami zastępczymi. Na pewno nie będziemy sprzedawać po jak najniższej cenie. Tak uczciwie, to wolimy przeznaczyć dany pojazd pod wynajem i przynajmniej "nie będzie stał", a przy okazji "zarobi na koszty". Pozdrawiamy i zapraszamy. Szanujemy wszystkich klientów, ale takich, jak przedstawiony w poście raczej wolelibyśmy uniknąć (już nie chodzi o propozycję ceny, ale Jego sposób zachowania, kultury).
EDIT.
Post był pisany na świeżo w "emocjach" i tym co skłoniło nas do jego zamieszczenia było zachowanie "Klienta". Do sprawy "zaproponowanej" ceny można podejść różnie, jak to ktoś napisał jako forma "agresywnej negocjacji", czy też potraktować jako żart. Jednak zachowanie Pana, kiedy powiedziano NIE i wspomniano, że skoro ma możliwość kupna egzemplarza tańszego i z trochę mniejszym przebiegiem spowodowała wręcz u Niego furię - usłyszałem kilka wulgaryzmów i epitetów, a na koniec, że (cytuję) :"g... o mnie to obchodzi". Pisząc, nie spodziewałem się, że post będzie miał taki wydźwięk, ale chcę tu zaznaczyć, że cena to jeden temat, a brak kultury to drugi i akurat to "przelało", tzw. "czarę goryczy". Pozdrawiam Użytkowników i dzięki za dyskusję.