28/05/2026
🚗📄 Automotive chciało uporządkować software... i stworzyło kolejny potężny proces, który zaczyna dusić inżynierów. Też tak to widzicie?
Jeszcze kilka lat temu w wielu firmach embedded traktowało się ASPICE jako „zło konieczne” pod audyt klienta. Dziś cały automotive software development jest nim przesiąknięty od A do Z.
Jasne – przy projektach tej skali standaryzacja jest potrzebna, żeby nie wjechał totalny chaos i "hero engineering" (gdzie cała wiedza o systemie jest tylko w głowie jednego seniora).
Problem w tym, że w wielu organizacjach proces, który miał ograniczać złożoność... sam stał się osobnym, biurokratycznym potworem. 🩸
Jak to wygląda w codziennej, programistycznej praktyce?
🛠️ Więcej czasu spędzasz na walce z narzędziami i utrzymywaniem ręcznych macierzy traceability niż na pisaniu kodu.
📄 Dokumentacja jest pudrowana i pisana typowo „pod audytora”, a nie po to, żeby realnie komuś pomogła.
👥 Trwają niekończące się statusy o statusach, a "process compliance" staje się ważniejszy niż czysta, stabilna architektura.
💻 Zamiast siedzieć w debuggerze, programiści klną pod nosem, przeklikując tickety w Jirze, Doorsach czy Excelu.
Największy paradoks? ASPICE projektowano lata temu dla znacznie prostszego świata klasycznych ECU. Dzisiaj próbujemy go na siłę rozciągnąć na świat nowoczesnych Software-Defined Vehicles (SDV), ciągłej integracji (CI/CD) i szybkich aktualizacji OTA. Efekt? Zamiast zwinności mamy "checkbox engineering" i iluzję kontroli nad projektem. 🛑
💬 Szybki, anonimowy rachunek sumienia w komentarzach:
Ile procent Waszego czasu w pracy zajmuje dziś realna inżynieria / kodowanie, a ile „karmienie procesu” i papierkologia pod ASPICE?
📊 20% proces / 80% kod?
⚖️ Pół na pół (50% / 50%)?
🚨 A może proporcje już dawno obróciły się w drugą stronę?
Wrzućcie swoje szacunki i dajcie znać, czy to perspektywa z OEM, czy Tier 1/2! 👇